środa, 15 kwietnia 2026

Rozdział 3

 Bianka siedziała i wpatrywała się w Michaela. Mężczyzna wyglądał jak rzeźba — miał twardy wyraz twarzy, a z jego oczu ciskały się pioruny. Kobieta nie była już pewna, czy jest zły na nią, czy na jej ojca. Sama była na niego zła. Złość ogarniała ją coraz bardziej.

Jej noga drżała pod spódnicą sukni. Wiedziała, że mężczyzna to dostrzega. Na jego szczęście nie odezwał się ani słowem.

Bianka miała ochotę na kłótnię. Przynajmniej mogłaby wyrzucić z siebie wszystko, co od dwóch dni kumulowało się w jej ciele. Przy ojcu nie mogła zrobić awantury — nie dlatego, że panience nie przystoi, ale ze względu na niego.

Nie mogła zrozumieć jego decyzji. A jeszcze mniej tego, że książę się na to zgodził. Był przecież od niej starszy. Mógłby być jej ojcem.

Chociaż… to było normalne, prawda? Ślub bez miłości, z dobrze zabezpieczonym mężczyzną. Kobieta miała być ozdobą. Urodzić dzieci. Dać dziedzica.

Bianka zacisnęła mocno usta i utkwiła wzrok w oknie powozu. Obok niej siedziała jej służąca.

Prychnęła cicho. Nawet gdyby nie miała przyzwoitki, Michael nie dotknąłby jej nawet palcem. Widziała to od pierwszej chwili ich spotkania.

Czuła, że w tym małżeństwie będzie bardzo nieszczęśliwa.

Michael liczył w myślach. Liczył suknie wiszące w jego pracowni. Liczył te odebrane w poprzednim tygodniu. Liczył dni do ślubu Markusa i Julii.

Liczył bez przerwy. I nie pomagało mu to ani trochę.

Dusił się w powozie. Całą przestrzeń zdawała się zajmować drobna dziewczyna wciśnięta w jego kąt. Dziewczyna o twarzy Catherine.

Ilekroć Michael spojrzał w jej oczy, widział oczy swojej ukochanej.

Nie odzywał się. Nie wykonywał żadnych gestów w jej stronę. Nie potrafił pozbyć się wrażenia, że to Catherine — choć doskonale wiedział, że nią nie była.

Kiedy dwa dni temu jego przyjaciel przedstawił mu swój plan, był w szoku. Dlatego się zgodził. Gdyby Peter pozwolił mu ochłonąć… nie znaleźliby się teraz w tej sytuacji.

— Odpoczniemy w najbliższej gospodzie.

Z zamyślenia wyrwał go głos służącego. Michael spojrzał na niego i zrozumiał bez słów. Od rana siedział w tej zamkniętej przestrzeni.

Spojrzał na swoje nogi — wciśnięte pod ławę, na której siedział, żeby zrobić więcej miejsca dla Bianki. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo są zdrętwiałe.

Westchnął.

— Dobrze.

Poruszył się lekko, próbując rozprostować nogi tak, by nie dotknąć żadnej z kobiet. Jego buty wsunęły się pod suknię Bianki.

— Mówiłam, mój panie, że powinniśmy wziąć dwa powozy.

Nie spojrzała na niego, mówiąc to. Wyjęła wachlarz i zaczęła się nim wachlować.

— Uparty pan… jak mój ojciec.

Zacisnęła zęby przy ostatnich słowach. Michael dobrze to zauważył.


Godzinę później

Michael wysiadł z powozu i przytrzymał się jego framugi. Nogi zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa. Westchnął cicho, ale mimo to wyciągnął dłoń w stronę wysiadającej Bianki.

Kobieta spojrzała na jego rękę i prychnęła. Postanowiła wysiąść bez jego pomocy.

Jej stopa zahaczyła jednak o suknię na ostatnim stopniu powozu.

Rozległ się dźwięk rozdzieranego materiału.

Michael zareagował natychmiast — złapał ją w ostatniej chwili.

Poczuł ciepło jej ciała. Przez jego plecy przeszedł nieprzyjemnie przyjemny dreszcz.

Spojrzał na nią. Twarz Bianki była teraz otulona burzą jasnych włosów. Patrzyła na niego zdezorientowana.

Przez ułamek sekundy widział Catherine.

Im bardziej próbował widzieć w niej obcą osobę, tym wyraźniej widział swoją ukochaną.

Bańka pękła, gdy jej usta się rozchyliły.

— Może pan mnie już puścić. Gniecie mi pan suknię.

Michael zamrugał, jakby dopiero wrócił do rzeczywistości.

— Nic ci się nie stało?

— Jeśli mnie pan postawi, mój panie, z pewnością poczuję się lepiej.

Odstawił ją ostrożnie na ziemię.

Bianka od razu odsunęła się o krok i spojrzała w dół. Na materiale widniało wyraźne rozdarcie. Jej usta wykrzywiły się w niezadowoleniu.

— Zszyję ją panience — powiedział spokojnie Michael.

Spojrzała na niego ostro.

— Uważa pan, że sama sobie nie poradzę?

Michael uniósł lekko brew.

— Nie wątpię w umiejętności panienki. Zauważam jedynie, że byłoby szybciej.

— A może po prostu chce pan naprawić własny błąd?

— Mój błąd? — zapytał z chłodną uprzejmością.

— To pan mnie złapał. Gdybym spadła, suknia najwyżej by się pobrudziła. Teraz jest zniszczona.

Na moment zapadła cisza.

Michael przyjrzał się jej uważnie.

— Z całym szacunkiem — zaczął spokojnie — gdybym panienki nie złapał, mogłaby panienka zrobić sobie znacznie większą krzywdę niż rozdarcie materiału.

— Z całym szacunkiem — powtórzyła, akcentując słowa — nie przypominam sobie, żebym prosiła o ratunek.

Ich spojrzenia się spotkały.

Powietrze między nimi zgęstniało.

— Ma pan zwyczaj decydowania za innych? — dodała.

Michael westchnął cicho.

— Mam zwyczaj reagowania, gdy ktoś ma zamiar spaść ze schodów.

— A ja mam zwyczaj radzić sobie sama.

— To zauważyłem.

— W takim razie proszę mi na to pozwolić.

Michael przez chwilę milczał. W jego spojrzeniu pojawiło się coś cięższego, bardziej zmęczonego niż chłodnego.

— Jak panienka sobie życzy.

To było ustępstwo.

Bianka uniosła lekko podbródek, jakby wygrała.

— Dziękuję.

Odwróciła się, poprawiając suknię, choć rozdarcie wciąż było widoczne.

Michael obserwował ją jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił wzrok.

Nie miał siły na dalszą walkę.

Nie z nią.

Weszli do gospody.

Michael wychował się na wsi, więc warunki panujące w środku nie zrobiły na nim większego wrażenia. Dostrzegł jednak wyraźny grymas na twarzy Bianki.

— Czy mamy poszukać czegoś innego? — zapytał, choć wcale nie miał ochoty wracać do powozu.

— Warunki… — zaczęła szeptem.

Michael ruszył przed siebie, ignorując dalszą część jej wypowiedzi.

Chwilę później siedział już w małym, zamkniętym pokoju.

Stanął przed toaletką i nalał wody do miski. Obmył twarz, po czym spojrzał w lustro.

Skrzywił się.

Nie przypominał siebie. Z odbicia patrzył na niego obcy mężczyzna.

Czy naprawdę nie mam w życiu innych problemów, że biorę sobie taki na barki? — pomyślał.

Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

I to go przerażało.

Podskoczył, gdy usłyszał pukanie do drzwi.

Było późno, więc zdziwił się.

Kiedy je otworzył — jeszcze bardziej.

Kobieta stojąca w progu wyglądała na przestraszoną. Bała się go.

— O co chodzi, Margaret?

— Bo… bo… — zaczęła nerwowo.

Wzrok Michaela opadł na suknię, którą trzymała.

— Wiem, że nie powinnam przychodzić i niepokoić hrabiego, ale nie wiem, co robić… — wyciągnęła materiał w jego stronę. — Panienka nie potrafi szyć, a ja boję się, że to zniszczę. To bardzo drogi materiał…

Michael westchnął cicho.

— Dobrze. Już dobrze. Zajmę się tym. Idź się przespać.

Zamknął drzwi i spojrzał na suknię.

Rzucił ją na łóżko i pokręcił głową.

Z torby wyciągnął przybory do szycia.

Usiadł i zaczął pracę.

Falbanka po falbance.

Ścieg po ściegu.

Godziny mijały.

Tuż przed końcem znieruchomiał.

Wróciło wspomnienie.

Głos Petera.

— Wiem, że nie powinienem o nic prosić… szczególnie po tym, co ci zrobiłem. Ale proszę cię, przyjacielu. Zajmij się moją córką.

— Kiedy umrę, Direk nie odpuści. Znasz mojego kuzyna tak samo jak ja. Odda Biankę pierwszemu, który się zgłosi… a majątek przepuści.

— Ja chcę tylko, żeby była bezpieczna.

Ukłuł się igłą.

To sprowadziło go na ziemię.

— Cholera… — syknął cicho.

Spojrzał na suknię.

Wyglądała jak nowa.

Aby dostrzec naprawę, ktoś musiałby zajrzeć pod warstwy materiału.


Witajcie.

Nie wiem czy jest ktoś to jeszcze na to czeka.

Wiele lat temu porzuciłam pisanie o chociaż kilka razy próbowałam wrócić do tej historii jakoś nie wychodziło. Teraz czas ją dokończyć.

Historia będzie inna pod względem językowym, stylistycznym i treści.

Pozdrawiam 

sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 2


Do Wakefield dotarli chwilę przed południem. Michael o mało nie wypluł własnego kręgosłupa. Czuł się źle, a spotkanie z ciężko chorym przyjacielem wprowadzało go w coraz większe przygnębienie. Była jednak też ekscytacja. Nie widział Petera tyle lat, że miał ochotę frunąć do niego na skrzydłach.
Jego służący zastukał kołatką w dobrze znane Michaelowi drzwi. Ogromne brązowe 'wrota' widziały i odczuwały zabawy jakie urządzali sobie chłopcy, za nim na każdego zrzucono brzemię tytułu. To był szczęśliwy okres dla ich obu. Kochali się wtedy jak bracia, żaden z nich nawet nie podejrzewał, że pewnego dnia coś ich poróżni.
Michael wyprostował się, kiedy drzwi otworzyły się i stanęła w nich niska służąca. Wyglądała jakby była przerażona gośćmi. Michael miał ochotę ją odsunąć i bez żadnych wyjaśnień po prostu wejść.
-książę Markus, do hrabiego Wakefield -Misha zasępił się, gdy usłyszał tytuł jakim go zapowiedział służący. Wiedział oczywiście, że tym sposobem szybciej dostaną się do środka i nikomu nie trzeba będzie się tłumaczyć, ale nie znosił tego.
Służąca zaprosiła ich do środa, a łysawy kamerdyner, który wyrósł tuż przed Michaelem zaprowadził go do pokoju gościnnego, gdzie mógł zmyć z siebie zapach konia i tonę kurzu.
Co nie zmieniało faktu, że miał ochotę od razu pobiec do przyjaciela i się z nim przywitać.
Przy toaletce obmył twarz i dłonie. Nałożył na siebie czyste ubranie i z bladym uśmiechem wyszedł z komnaty. Ruszył korytarzem w stronę sypialni przyjaciela. Dobrze znał ten dom, nikt nie musiał go oprowadzać. Z zamkniętymi oczami trafiłby do każdego pomieszczenia, które by mu wskazano do odnalezienia.
Przed sypialnią przyjaciela stało dwóch mężczyzn. Michael stanął przed nimi i zmierzył ich wzrokiem. Górował nad nimi. Emanowała z niego siła, tytuł książęcy miał wypisany na twarzy. Nikt nawet nie podważał tego.
-książę Markus...
Oboje lekko się skłonili i otworzyli drzwi. Michael ledwo powstrzymał się od przewrócenia oczami. Tytuł...
Kiedy tylko przekroczył próg sypialni, odczuł wiszącą w niej śmierć. To nie zapowiadało nic dobrego.
Zbladł, gdy zobaczył przyjaciela leżącego na dużym łożu. Kiedyś potężny mężczyzna, teraz ginął pośród pościeli.
Michael chwiejnym krokiem ruszył w stronę łóżka. Nie przejmował się dziwnymi spojrzeniami ludzi przebywających wraz z chorym. Łzy stanęły mu w oczach. Musiał zagryźć mocno zęby, aby nie pozwolić wydobyć się im z moich oczu.
-Peter -wyszeptał i upadł tuż przy łóżku. Cały widok go przytłoczył, złamał. Nie mógł patrzeć na bezwładne ciało. Zamknął oczy i oparł czoło o łóżko.
-Michaelu, to ty... -podniósł głowę jak tylko usłyszał cichy głos przyjaciela.
-Peter... Mój Boże... dlaczego tak późno mnie wzywasz?
Peter Certhel hrabia Wakefield spojrzał na przyjaciela i lekko się uśmiechnął. Nie mógł uwierzyć, że zobaczył przyjaciela po tylu latach. Michael w ogóle się nie zmienił. Dla niego czas się zatrzymał, a dla Petera gnał jak opętały. To była kara, za to, że rozdzielił kochanków. Wiedział, że jedyną miłością jego przyjaciela była Catherine. Żona Petera też była zakochana w Markusie. On jednak był za mocno zapatrzony w siebie i dumny, aby oddać przeznaczoną mu kobietę przyjacielowi. Unieszczęśliwił w ten sposób trzy osoby. Jego żona do ostatnich chwil swojego życia kochała Markusa i to go chciała zobaczyć tuż przed śmiercią, nie Petera.
Musiał to wszystko naprawić. Spojrzał na przyjaciela.
-bo prędzej byś mi odmówił -wychrapał i machnął do osób przebywających w jego sypialni dając im w ten sposób znać, aby wyszli. Nikt nie kwestionował tego. W pospiechu opuścili pokój. Został tylko on i Markus i układ, który miał zawisnąć miedzy nimi.
-co się stało? -zdziwiony głos Michaela przywrócił jasność myślenia Petera. Musiał się skupić, bo od Markus zależało życie jego rodziny.
Bianka Certhel, córka Petera i Catherine leżała właśnie w swoim łóżku, miała zakaz wychodzenia ze swojej sypialni, dopóki ojciec jej nie wezwie. Denerwowała się, bo właśnie wolałaby przebywać przy umierającym ojcu, niż siedzieć tu zamkniętą.
Jej służąca przyszła przed chwilą informując ją, że jej ojciec ma gościa. Księcia Markusa, syna księcia Vincentego. Bianka często słyszała o starym przyjacielu ojca. Ponoć coś ich poróżniło, nigdy nie dociekała co. Oczywiście każdy znał książęcą rodzinę. Byli przecież najwyżej tytułowanymi ludźmi tuż po królu. Obecny książę Bradford miał syna, który za jakiś czas miał przestać być kawalerem i córkę, która była zaledwie o dwa lata starsza ode Bianki.
Wstała, gdy usłyszał pukanie. Martha wsunęła głowę do pokoju.

-panienko, ojciec panienkę wzywa... -Bianka w tym momencie poczułam przechodzące nieprzyjemne dreszcze. Coś było nie tak.

środa, 11 maja 2016

Rozdział 1



Był piękny słoneczny dzień. Tak przynajmniej myślał Michael wychodząc z swojego domu, jednak rzeczywistość była inna. Na dworze wiał wiatr i mimo promieni słonecznych, które za wszelką cenę chciały się przedrzeć przez chmury, było zimno.
Michael wsiadł do powozu i przymknął oczy. W pracy czekało go dużo pracy. Został mu tylko tydzień, krótki tydzień! Suknia ślubna Julii była w rozsypce, tak samo jak sam Michael. Czuł się strasznie roztrojony. Gdzieś z zakamarków jego podświadomości słyszał dziwny głos mówiący mu, żeby się przygotował... bo coś się stanie. Intuicja...
I tak w kolejny dzień ruszył do pracy z dziwnym odczuciem w brzuchu.
Bał się, że coś się stanie złego. Bał się, że coś dzieje się z jego rodzeństwem i rodzicami. Teraz nawet nie mógł się wyrwać, aby ich odwiedzić. Ten tydzień zapowiadał się dla niego na bardzo długi.
-Panie, czy wszystko dobrze? -Michael otrząsnął się ze swoim przemyśleń i zauważył, że ktoś stoi w otwartych drzwiach powozu. Nawet nie zauważył, że podjechali już pod jego pracownię.
-wszystko dobrze, Patryku -chłopak pokiwał tylko głowa i odsunął się robiąc w ten sposób przejście dla swojego pana. -niech mi nikt dziś nie przeszkadza.
Chłopak tylko kiwnął głową.
Michael zamknąwszy za sobą drzwi swojego gabinetu, oparł się o nie. Wszystko jego wnętrzności wywracały się do góry dnem. To tak jakby coś co ma się stać... zbliżało się wielkimi krokami.
*
To nie był najlepszy dzień dla Michaela. Siedział i wpatrywał się w białą suknie swojej kuzynki. Miał jeszcze tydzień, aby ją skończyć. Te trzy miesiące były zbyt krótkie.
Za tydzień miał być już w drodze do Bradford, wraz z przepiękną bialutką suknią ślubną Julii.
-panie, pilny list... -do jego pracowni wszedł George, jego osobisty służący i zarazem najlepszy przyjaciel.
-wejdź Greg -Michael uśmiechnął się do niego.
-Michaelu -powiedział trochę ciszej, pewnie bał się, aby nikt go nie usłyszał -z rana przybył goniec, ale ciebie już nie było.
-dobrze... -Michael wstał i podszedł do przyjaciela. Odebrał od niego list i zdziwił się, że na kopercie widnieje pieczęć Wakefield. Od bardzo dawna nie miał od niego żadnych wiadomości.
Z drżącymi dłońmi rozłamał pieczęć i otworzył list.
Z uśmiechem na twarzy zaczął czytać.
Upadł na kolana, nigdy się nie spodziewał, że jeśli dostanie wiadomość od przyjaciela... to nie będzie taka tragiczna.
-Michaelu -dłoń Grega wylądowała na ramieniu jego pana.
To był za mocny cios dla Michaela. Nie chciał dopuścić do siebie, że jego najlepszy przyjaciel, którego nie widział wiele lat, teraz umiera. Leżał na łożu śmierci, a on klęczał na posadzce w swoim gabinecie zamiast być już w drodze do Wakefield. Musiał się tam znaleźć jak najszybciej i za wszelką cenę.
-każ osiodłać konie... jedziemy do Wakefield.
*
To była długa i wyczerpująca podróż. Michael nie chciał się nigdzie zatrzymywać. Greg praktycznie zmusił swojego pana do zatrzymania się w przydrożnej gospodzie na noc.
Tej nocy Michaelem targały różnego rodzaju koszmary.
W jednym z nich umysł przywołał ostanie ich spotkanie, to wtedy pokłócili się na dobre. To był ślub Petera i Catherine. To był ten ostatni dzień, kiedy się widzieli. Michael był za bardzo dumny, aby przyznać się do swojego błędu i zazdrości. Bo tak był zazdrosny o piękną żonę Petera. Kobieta zawróciła mu w głowie, przez co zerwał wszystkie kontakty z przyjacielem. Teraz tego żałuje... nigdy nie powinien pozwalać sobie aż na tak dużo, a szczególnie na zakochanie się w żonie przyjaciela.
Michael odwrócił się na prawy bok i wpatrywał w małe okienko. Zawiódł wszystkich... zawiódł ojca, matkę, wuja i najlepszego przyjaciela. Nie powinien pozostawiam przyjaciela samego sobie po śmierci żony, to wtedy go najbardziej potrzebował. To wtedy powinien być przy nim.


Zawalił... był do niczego.

sobota, 27 lutego 2016

To nie rozdział

Witajcie moi kochani :)
Mam dość "ciężką" wiadomość... Robię sobie przerwę w pisaniu i od dzisiejszego dnia nie ukaże się ani jedno nowe opowiadanie mojego wykonania. Dokończę tylko trwające opowiadania i znikam na jakiś czas.
Została kwestia tego opowiadania. Nie zostało ono tak jakby nawet zaczęte, więc mogłabym sobie je odpuścić..
więc decyzja należy do was... czy chcecie abym kontynuowała to opowiadanie, ale... nie będzie żadnego harmonogramu dodawania rozdziałów. Rozdziały mogą się ukazywać raz na tydzień, raz na dwa tygodnie... a nawet raz na miesiąc, lub zawieszam to opowiadanie. Decyzja należy do was :)

Nie mniej, dziękuję wam za czytanie, komentowanie i wyświetlenia :D
jesteście wielcy, dziękuję :*
Mam nadzieję, ze mnie zrozumiecie 

sobota, 30 stycznia 2016

Prolog



Parę lat wcześniej

Michael poprawił włosy opadające mu na twarz. Przeklinał człowieka, który uparł się, że w tym sezonie modne będą długie włosy u mężczyzn.
Rozejrzał się po sali w poszukiwaniu swojego najlepszego przyjaciela Petera, przyszłego hrabiego Wakefield. Mężczyzna jak zawsze podrywał debiutantki. Miał słabość do kobiet, a szczególnie tych młodziutkich.
Michael roześmiał się, gdy zobaczył, że tym razem to on został "obłapiany" przez Lady Anne, wdowę po Kapitanie Kawerhe.
Z uśmiechem na twarzy ruszył w stronę przyjaciela, aby go uratować, jednak zatrzymał się, gdy zobaczył, że oprócz Lady Anne, stoi tam piękna rudowłosa kobieta. To musiała być ta kobieta, o której mówił cały Londyn. Przyjechała prosto z Bostonu. Biedulka miała zostać żoną jego przyjaciela, bardzo jej współczuł. Wszyscy w około wiedzieli, że Peter nie stronił od kobiet i "używał" sobie na nich jak tylko mógł. Panienka z Bostonu trafiła w ramiona Casanovy.
-Michaelu... -Michael nawet nie zauważył, że dotarł do stojących w kącie ludzi.
-Peter -podał przyjacielowi dłoń, ale uśmiechnął się krzywo. -Lady Anne -skłonił się i ucałował jej dłoń. Posłał wdowie swój najbardziej uroczy uśmiech, kobieta zarumieniła się. -panienko...
-Catherine Kawehe -dziewczyna ukłoniła się
-książę... -Lady Anne uczepiła się ramienia Michaela. Skrzywił się, gdy tylko usłyszał przydomek, którym się do niego zwróciła.
Nie był księciem! jego ojciec był Księciem, jego wuj był księciem... jego kuzyn był księciem. On nim nie był!
-jaki książę? -próbował złagodzić ton jego wypowiedzi.
-Catherine, to jest książę Markus... syn księcia Vincentego -Michael zacisnął dłonie w pięści. Nienawidził tego... otwierał już usta, aby powiedzieć co o tym myśli, kiedy jego przyjaciel go uprzedził.
-książę? -zapytał śmiejąc się -Catherine to jest Michael, mój najlepszy przyjaciel -Peter uderzył Michaela w ramię.
-miło mi...

*
Obecnie

To nie był najlepszy dzień dla Michaela. Siedział i wpatrywał sie w białą suknie swojej kuzynki. Miał jeszcze tydzień, aby ją skończyć. Te trzy miesiące były zbyt krótkie.
Za tydzień miał być już w drodze do Bradford, wraz z przepiękną bialutką suknią ślubną Julii.
-panie, pilny list... -do jego pracowni wszedł George, jego osobisty służący i zarazem najleprzy przyjaciel.
-wejdź Greg -Michael uśmiechnął się do niego.
-Michaelu -powiedział trochę ciszej, pewnie bał się, aby nikt go nie usłyszał -z rana przybył goniec, ale ciebie już nie było.
-dobrze... -Michael wstał i podszedł do przyjaciela. Odebrał od niego list i zdziwił się, że na kopercie widnieje pieczęć  Wakefield. Od bardzo dawna nie miał od niego żadnych wiadomości.
Z drżącymi dłońmi rozłamał pieczęć i otworzył list.
Z uśmiechem na twarzy zaczął czytać.
Upadł na kolana, nigdy się nie spodziewał, że jeśli dostanie wiadomość od przyjaciela... to nie będzie taka tragiczna.

sobota, 23 stycznia 2016

Wprowadzenie



Markus Berton hrabia Hertford i vive-hrabia Northampton, zwany Michaelem już dawno porzucił dworskie życie i przeniósł się na obrzeża Londynu, gdzie prowadzi swój mały sklepik ze swoimi projektami sukien i fraków dla arystokratycznej śmietanki, ale też dla przeciętnego ziemianina.
Nie chce w żadnym stopniu uczestniczyć w dworskim świecie, odrzuca więc wszelkie zaproszenia na przyjęcia. Przez to właśnie stracił najlepszego przyjaciela... który mimo zapewnień, że nigdy się nie odezwie, na łożu śmierci przepisuje Michaelowi, bardzo drogocenny skarb. Czy Michael będzie gotów poświęcić wszystko i przyjąć ten dar?

wtorek, 12 stycznia 2016

Komunikat!!!

Witajcie :)
Co do kolejnego opowiadania z tej serii... taaaa... nie wiem kiedy się ukaże. Miało być w styczniu, ale nie wyszło. Piszę w tym momencie 3 opowiadania i nie wyrobię z 4... sorry, ale mam też życie prywatne.
Nie mniej, nie więcej... 30 stycznia ukaże się albo wprowadzenie albo prolog... co jednak nie zwiastuje zaczęcia opowiadania.
Opowiadanie bd dodawane po ukończeniu Over a Precipice...
Za wszystko przepraszam :D
do zobaczyska :P