Bianka siedziała i wpatrywała się w Michaela. Mężczyzna wyglądał jak rzeźba — miał twardy wyraz twarzy, a z jego oczu ciskały się pioruny. Kobieta nie była już pewna, czy jest zły na nią, czy na jej ojca. Sama była na niego zła. Złość ogarniała ją coraz bardziej.
Jej noga drżała pod spódnicą sukni. Wiedziała, że mężczyzna to dostrzega. Na jego szczęście nie odezwał się ani słowem.
Bianka miała ochotę na kłótnię. Przynajmniej mogłaby wyrzucić z siebie wszystko, co od dwóch dni kumulowało się w jej ciele. Przy ojcu nie mogła zrobić awantury — nie dlatego, że panience nie przystoi, ale ze względu na niego.
Nie mogła zrozumieć jego decyzji. A jeszcze mniej tego, że książę się na to zgodził. Był przecież od niej starszy. Mógłby być jej ojcem.
Chociaż… to było normalne, prawda? Ślub bez miłości, z dobrze zabezpieczonym mężczyzną. Kobieta miała być ozdobą. Urodzić dzieci. Dać dziedzica.
Bianka zacisnęła mocno usta i utkwiła wzrok w oknie powozu. Obok niej siedziała jej służąca.
Prychnęła cicho. Nawet gdyby nie miała przyzwoitki, Michael nie dotknąłby jej nawet palcem. Widziała to od pierwszej chwili ich spotkania.
Czuła, że w tym małżeństwie będzie bardzo nieszczęśliwa.
Michael liczył w myślach. Liczył suknie wiszące w jego pracowni. Liczył te odebrane w poprzednim tygodniu. Liczył dni do ślubu Markusa i Julii.
Liczył bez przerwy. I nie pomagało mu to ani trochę.
Dusił się w powozie. Całą przestrzeń zdawała się zajmować drobna dziewczyna wciśnięta w jego kąt. Dziewczyna o twarzy Catherine.
Ilekroć Michael spojrzał w jej oczy, widział oczy swojej ukochanej.
Nie odzywał się. Nie wykonywał żadnych gestów w jej stronę. Nie potrafił pozbyć się wrażenia, że to Catherine — choć doskonale wiedział, że nią nie była.
Kiedy dwa dni temu jego przyjaciel przedstawił mu swój plan, był w szoku. Dlatego się zgodził. Gdyby Peter pozwolił mu ochłonąć… nie znaleźliby się teraz w tej sytuacji.
— Odpoczniemy w najbliższej gospodzie.
Z zamyślenia wyrwał go głos służącego. Michael spojrzał na niego i zrozumiał bez słów. Od rana siedział w tej zamkniętej przestrzeni.
Spojrzał na swoje nogi — wciśnięte pod ławę, na której siedział, żeby zrobić więcej miejsca dla Bianki. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo są zdrętwiałe.
Westchnął.
— Dobrze.
Poruszył się lekko, próbując rozprostować nogi tak, by nie dotknąć żadnej z kobiet. Jego buty wsunęły się pod suknię Bianki.
— Mówiłam, mój panie, że powinniśmy wziąć dwa powozy.
Nie spojrzała na niego, mówiąc to. Wyjęła wachlarz i zaczęła się nim wachlować.
— Uparty pan… jak mój ojciec.
Zacisnęła zęby przy ostatnich słowach. Michael dobrze to zauważył.
Godzinę później
Michael wysiadł z powozu i przytrzymał się jego framugi. Nogi zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa. Westchnął cicho, ale mimo to wyciągnął dłoń w stronę wysiadającej Bianki.
Kobieta spojrzała na jego rękę i prychnęła. Postanowiła wysiąść bez jego pomocy.
Jej stopa zahaczyła jednak o suknię na ostatnim stopniu powozu.
Rozległ się dźwięk rozdzieranego materiału.
Michael zareagował natychmiast — złapał ją w ostatniej chwili.
Poczuł ciepło jej ciała. Przez jego plecy przeszedł nieprzyjemnie przyjemny dreszcz.
Spojrzał na nią. Twarz Bianki była teraz otulona burzą jasnych włosów. Patrzyła na niego zdezorientowana.
Przez ułamek sekundy widział Catherine.
Im bardziej próbował widzieć w niej obcą osobę, tym wyraźniej widział swoją ukochaną.
Bańka pękła, gdy jej usta się rozchyliły.
— Może pan mnie już puścić. Gniecie mi pan suknię.
Michael zamrugał, jakby dopiero wrócił do rzeczywistości.
— Nic ci się nie stało?
— Jeśli mnie pan postawi, mój panie, z pewnością poczuję się lepiej.
Odstawił ją ostrożnie na ziemię.
Bianka od razu odsunęła się o krok i spojrzała w dół. Na materiale widniało wyraźne rozdarcie. Jej usta wykrzywiły się w niezadowoleniu.
— Zszyję ją panience — powiedział spokojnie Michael.
Spojrzała na niego ostro.
— Uważa pan, że sama sobie nie poradzę?
Michael uniósł lekko brew.
— Nie wątpię w umiejętności panienki. Zauważam jedynie, że byłoby szybciej.
— A może po prostu chce pan naprawić własny błąd?
— Mój błąd? — zapytał z chłodną uprzejmością.
— To pan mnie złapał. Gdybym spadła, suknia najwyżej by się pobrudziła. Teraz jest zniszczona.
Na moment zapadła cisza.
Michael przyjrzał się jej uważnie.
— Z całym szacunkiem — zaczął spokojnie — gdybym panienki nie złapał, mogłaby panienka zrobić sobie znacznie większą krzywdę niż rozdarcie materiału.
— Z całym szacunkiem — powtórzyła, akcentując słowa — nie przypominam sobie, żebym prosiła o ratunek.
Ich spojrzenia się spotkały.
Powietrze między nimi zgęstniało.
— Ma pan zwyczaj decydowania za innych? — dodała.
Michael westchnął cicho.
— Mam zwyczaj reagowania, gdy ktoś ma zamiar spaść ze schodów.
— A ja mam zwyczaj radzić sobie sama.
— To zauważyłem.
— W takim razie proszę mi na to pozwolić.
Michael przez chwilę milczał. W jego spojrzeniu pojawiło się coś cięższego, bardziej zmęczonego niż chłodnego.
— Jak panienka sobie życzy.
To było ustępstwo.
Bianka uniosła lekko podbródek, jakby wygrała.
— Dziękuję.
Odwróciła się, poprawiając suknię, choć rozdarcie wciąż było widoczne.
Michael obserwował ją jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił wzrok.
Nie miał siły na dalszą walkę.
Nie z nią.
Weszli do gospody.
Michael wychował się na wsi, więc warunki panujące w środku nie zrobiły na nim większego wrażenia. Dostrzegł jednak wyraźny grymas na twarzy Bianki.
— Czy mamy poszukać czegoś innego? — zapytał, choć wcale nie miał ochoty wracać do powozu.
— Warunki… — zaczęła szeptem.
Michael ruszył przed siebie, ignorując dalszą część jej wypowiedzi.
Chwilę później siedział już w małym, zamkniętym pokoju.
Stanął przed toaletką i nalał wody do miski. Obmył twarz, po czym spojrzał w lustro.
Skrzywił się.
Nie przypominał siebie. Z odbicia patrzył na niego obcy mężczyzna.
Czy naprawdę nie mam w życiu innych problemów, że biorę sobie taki na barki? — pomyślał.
Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.
I to go przerażało.
Podskoczył, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
Było późno, więc zdziwił się.
Kiedy je otworzył — jeszcze bardziej.
Kobieta stojąca w progu wyglądała na przestraszoną. Bała się go.
— O co chodzi, Margaret?
— Bo… bo… — zaczęła nerwowo.
Wzrok Michaela opadł na suknię, którą trzymała.
— Wiem, że nie powinnam przychodzić i niepokoić hrabiego, ale nie wiem, co robić… — wyciągnęła materiał w jego stronę. — Panienka nie potrafi szyć, a ja boję się, że to zniszczę. To bardzo drogi materiał…
Michael westchnął cicho.
— Dobrze. Już dobrze. Zajmę się tym. Idź się przespać.
Zamknął drzwi i spojrzał na suknię.
Rzucił ją na łóżko i pokręcił głową.
Z torby wyciągnął przybory do szycia.
Usiadł i zaczął pracę.
Falbanka po falbance.
Ścieg po ściegu.
Godziny mijały.
Tuż przed końcem znieruchomiał.
Wróciło wspomnienie.
Głos Petera.
— Wiem, że nie powinienem o nic prosić… szczególnie po tym, co ci zrobiłem. Ale proszę cię, przyjacielu. Zajmij się moją córką.
— Kiedy umrę, Direk nie odpuści. Znasz mojego kuzyna tak samo jak ja. Odda Biankę pierwszemu, który się zgłosi… a majątek przepuści.
— Ja chcę tylko, żeby była bezpieczna.
Ukłuł się igłą.
To sprowadziło go na ziemię.
— Cholera… — syknął cicho.
Spojrzał na suknię.
Wyglądała jak nowa.
Aby dostrzec naprawę, ktoś musiałby zajrzeć pod warstwy materiału.
Witajcie.
Nie wiem czy jest ktoś to jeszcze na to czeka.
Wiele lat temu porzuciłam pisanie o chociaż kilka razy próbowałam wrócić do tej historii jakoś nie wychodziło. Teraz czas ją dokończyć.
Historia będzie inna pod względem językowym, stylistycznym i treści.
Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz